Nasi zawodnicy na Patrouille des Glaciers

Nasza Klubowa ekipa w składzie: Grzesiek Bargiel, Andrzej Mikler, Kuba Brzosko jako pierwsi Polacy w histori ukończyli kultowe zawody Patrouille des Glaciers w Alpach.

Nasz kraj reprezentował także drugi team - Andrzej Bargiel (Tatra Mountain HardWear Team), Jacek Żebracki i Mariusz Wargocki zajęli oni 11 miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata

Andrzej Bargiel w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata zajął 33 miejsce a w podkategorii espoir 6 miejsce !!! - Gratulujemy !

Gartulacje też dla Julki Wajdy, która w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata w kategori juniorek uplasowała się na III miejscu !


Poniżej relacja Kuby z PDG.
 

W cieniu Matterhornu.

W dniach 21- 24 kwietnia na trasie z Zermatt do Verbier odbyły się jedne z najtrudniejszych zawodów ski alpinistycznych na świecie- Patrouille des Glaciers. Po raz pierwszy w historii cała trasa zawodów doczekała się przejścia przez polskich zawodników. Gigantyczna, 50 kilometrowa trasa z przewyższeniem ponad 4 tys. metrów ma także nowe rekordowe przejścia......

 

Dotychczasowy rekord seniorów na trasie Zermatt- Verbier wynosił 6 godzin i 19 minut.  W tym roku szwajcarski team: Florent Troillet, Martin Anthamatten, Yanick Ecoeur pokonał trasę tylko w 5 godzin i 52 minuty! Seniorki Nathalie Etzensperger, Emilie Gex- Fabry, Marie Troillet także poprawiły dotychczasowy rekord z 7 godzin 53 minut na 7 godzin i 41 minut. W ciągu doby w jakiej odbyły się zawody (23/24 kwietnia) panowały dobre warunki pogodowe (brak zachmurzenia, max. temp. -10 stopni na wysokości 3500 m.n.p.m., zmrożony śnieg). Wszyscy zawodnicy startowali z centrum Zermatt gdzie znajdowały się stanowiska telewizji szwajcarskiej oraz towarzyszyły zawodnikom tłumy kibiców. Trzeba podkreślić, że organizowane przez armię szwajcarską zawody- Patrouille des Glaciers- są świętem w Zermatt i są doskonale promowane. Są jakby jedną z wizytówek tego kurortu narciarskiego. Na doskonałą organizację zawodów wpływa wiele czynników, m.in.: akomodacja zawodników w hotelach w samym centrum (wraz z wyżywieniem), obsługa przez setki żołnierzy na trasie, punkty odżywcze i punkty medyczne na trasie, fosforyzujące trasery oraz liczne zabezpieczenia podczas pokonywania lodowców a także rozwieszone liny do asekuracji. W tym roku w samych zawodach w nocy z 23/24 kwietnia wzięło udział ponad 360 trzyosobowych zespołów z całego świata ( m.in. Szwecja, Norwegia, Belgia, Kanada, USA, Japonia, Nowa Zelandia, i wiele innych). Cała impreza charakteryzuję się też tym, że 2 dni wcześniej przed głównym wyścigiem są organizowane także na tej samej trasie (Zermatt- Verbier) zawody wchodzące w skład Patrouille des Glaciers (z 21/22 kwietnia). Jednakże to druga edycja zawodów weszła do historii jako bardziej prestiżowa i skupiająca większą liczbę zawodników. Jest poza tym jakaś magia tych zawodów, która ściąga kibiców nawet w najbardziej odległe zakątki trasy zawodów (Col de Riedmatten 2919 m.n.p.m. czy Rosablanche 3160 m.n.p.m.). Bycie zawodnikiem to jedno ale również bycie kibicem na tej trasie to duże przeżycie.

Uczestnicy zawodów startują z Zermatt położonego na wysokości ok. 1616 m.n.p.m. Pierwszy odcinek jest pokonywany biegiem (lub marszobiegiem) razem z całym sprzętem ok. 5 km stromymi serpentynami na wysokość 2200 do osady Staffel (po drodze mija się piękne zabytkowe zabudowania pasterskie). Tam następuję zmiana „napędu” i wszyscy już idą na fokach przez Zmuttgletscher do Schonbiel na wysokości 2600 m.n.p.m. Z tego punktu zaczyna się stromy odcinek trasy, wyznaczony bardzo długimi zakosami. Idąc stopniowo przez Tiefmattengletscher, następnie Stockjigletscher, dociera się do Tete Blanche (łagodnej przełęczy) na wysokości 3650 m.n.p.m. Zasadniczo jest to najwyższy punkt na trasie. Tutaj też jest najmocniej odczuwana wysokość oraz zimno (dlatego tak istotna jest dobra aklimatyzacja przed tymi zawodami). Toteż po krótkim pobycie w tym miejscu następuje zjazd zawodników związanych 30 metrową liną.(Poruszanie się z liną jest charakterystycznym element tych zawodów prowadzonych pośród alpejskich lodowców). Zjazd w stronę przełęczy Col de Bertol (3268 m.n.p.m.) przez lodowiec Glacier de Mont Mine, kontynuuje się dalej (już od przełęczy bez związania liną) przez Plans de Bertol (2664 m.n.p.m.) do głęboko położonej w dolinie Val d’Arolla- Arolli (1986 m.n.p.m.). Teoretycznie jest to jakby połowa trasy, jednak kumulacja zmęczenia i trudności wywołują u zawodników problemy. Do pokonania jest prawie tysiącmetrowe podejście (częściowo po trasie narciarskiej) na przełęcz Col de Riedmatten (2919 m.n.p.m.) z której zejście jest ubezpieczone linami. Kilkukilometrowy zjazd a następnie długi trawers nad jeziorem Lac des Dix, potrafią „wyssać” z zawodników ostatnie siły. A to nie koniec gdyż teraz następuję strome podejście z La Barmy (2458 m.n.p.m.) na przełęcz Rosablanche (3160 m.n.p.m.). Nota bene w tym roku zawodników którzy startowali na trasie o połowę krótszej z Arolli do Verbier przestano nad ranem wypuszczać na trasę właśnie ze względu na duże zagrożenie lawinowe spowodowane intensywnym operowaniem słońca w rejonie tej przełęczy. Wielu zawodników w rejonie Rosablanche czekała miła niespodzianka, którą była grupa muzyków dmuchająca w potężne trąbity. Dodatkowo rzesze kibiców skandujących nazwiska poszczególnych zawodników lub po prostu krzyczących nazwy państw a także częstujących jedzeniem i piciem, dodawały energii. Z Rosablanche następował zjazd do wysokości 2764 m.n.p.m. i stamtąd upragnione ostanie podejście (ok. 200 metrów deniwelacji) na Col de la-Chaux (2940 m.n.p.m.). W tym miejscu chyba już żaden zawodnik nie mógł powstrzymać się od poczucia ogromnej satysfakcji, gdyż pozostawał już tylko długi zjazd do mety po doskonale przygotowanych nartostradach. Zdjęcie nart z nóg na skraju miasteczka Verbier i bieg wśród szpaleru tysięcy kibiców, był już samą przyjemnością.  

Patrząc z historycznego punktu widzenia (wg. dostępnych źródeł) pierwszym Polakiem który brał udział w Patrouille des Glaciers był Józef Michalec . -Startowaliśmy w kategorii międzynarodowej- wojskowej o godzinie pierwszej w nocy- wspomina major Józef Michalec- To był 1996 rok. Moimi partnerami byli kpt. Piotr Ufir i kpt. Andrzej Błaszczak. Pamiętam, że startowaliśmy w białych mundurach wojskowych a dodatkowo dźwigaliśmy ciężką radiostację. Braliśmy udział w zawodach na trasie Zermatt- Verbier, niestety mieliśmy problemy techniczne i musieliśmy zakończyć zawody w Arolli. Ogólnie ciężkie były warunki pogodowe podczas naszego startu. Pamiętam ,że przy zjazdach z Col de Bertol był miękki śnieg a miejscami tworzyły się głęboki rynny i dziury bardzo utrudniające zjazd- wspomina obecny przewodnik IVBV Józef Michalec. Drugim Polakiem który brał udział w zawodach na „krótkiej trasie” z Arolli do Verbier był w 2008 roku Adam Klaptocz, który startował z dwoma Szwajcarami (Adam Klaptocz na stałe mieszka w Szwajcarii, przyp.red.). Jednak dopiero w tym roku cała trasa zawodów została pokonana przez Polaków. I tak, startując z Zermatt 23 kwietnia o godz. 22.00, po 12 godzinach i 25 minutach (o 10.25 24 kwietnia), jako pierwszy metę zawodów przekroczył TOPR Team (Grzegorz Bargiel, Andrzej Mikler i niżej podpisany). O godz. 11.26 metę przekroczył po 8 godzinach i 26 minutach (startując o 3 nad ranem) team w składzie: Andrzej Bargiel, Mariusz Wargocki, Jacek Żyłka- Żebracki. Kolejnym Polakiem który przekroczył linię mety był Adam Klaptocz, któremu towarzyszyli Szwajcarzy: Adrien Mulon, Nicolas Lachance- Bernard. Zespół ten wystartował o godz.22.00 i na mecie zameldował się po 16 godzinach i 49 minutach o godz. 14.49. Polscy zawodnicy zgodnie stwierdzili po zawodach, że Patrouille des Glaciers był najtrudniejszymi zawodami jakie kiedykolwiek przeszli (nie wyłączając Pierra Menty czy Trofeo Mezzalama).

Wszystkie wyniki na stronie: www.pdg.ch

Dodatkowo szczegółowe dane w/w zespołów: http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team2458.htm

http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team2458.htm

http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team1068.htm

Tekst: Jakub Brzosko      

 
  NASZ KLUB JEST WSPIERANY: 
   
 UBIERA NAS:  DOSTARCZA NAM ENERGII: